|
Blog > Komentarze do wpisu
Wątpliwa pomocLekarz ma za zadanie leczyć, czyli pomagać w naprawianiu szwankującego zdrowia (przeraźliwy truizm). Czy istnieją jednak sytuacje, gdy pomaganie w naprawianiu zdrowia, tak naprawdę szkodzi? Do napisania tego wpisu zainspirował mnie wątek na forum, w którym osoba chora na bulimię dopytywała się jak ma sobie radzić z konsekwencjami wymiotowania. W wątku posypały się mądre rady jak zwiększać ilość potasu w organiźmie, oczywiście połączone z standardowym narzekaniem na brak kompetencji lekarzy. Tutaj jednak warto się zastanowić, czy pomoc w uzupełnianiu potasu jest rzeczywiście czymś pozytywnym? Pozwolę sobie na krótką analizę sytuacji. 1. Wymioty doprowadzają u pacjentki do hipokaliemii, z tym oczywiście wiążą się problemy natury somatycznej: osłabiona siła mięśniowa, zmniejszona kurczliwość pęcherza, zmniejszona perystaltyka jelit, zaburzenia rytmu serca, aż do zgonu włącznie w wyniku migotania komór. 2. Uzupełnienie potasu powoduje poprawę stanu somatycznego, pacjentka czuje się lepiej. Oczywiście odnieśliśmy "sukces terapeutyczny". Ale czy na pewno? 3. Pacjentka ma uzupełniony potas, nie odczuwa dolegliwości - więc może sobie spokojnie, bez konsekwencji, dalej wymiotować. Nie ma przecież w tej chwili realnej motywacji do zmiany swoich zachowań, podjęcia terapii. Jeden z bohaterów książek Clancy'ego używał sformułowania: "wybór jak między kiłą a rzeżączką". Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia tutaj. Co wybrać? Uczyć jak zapobiegać hipokaliemii, czy nie? Kiedy się na to zdecydować? Grrr, nie cierpię takich dylematów. Podobny problem jest w tak zwanych "alkoholoodtruciach". Standardowo jest, że biedny, zmęczony piciem uzależniony leży sobie na łożu boleści. Przerażona tym stanem rodzina wzywa lekarza, który sprawnie uzupełnia elektrolity, daje jakiegoś uspokajacza. I co? Po regeneracji sił można spokojnie wrócić do dalszego picia. Takie sytuacje zawsze wyzwalają we mnie konflikty. Kiedy szkodzimy pomagając? Przyznaję, że wielu rzeczy nie wiem, więc proszę czytelników o uzmysłowienie mnie, który wybór jest poprawny - kiła czy rzeżączka ? sobota, 26 września 2009, makrofag
TrackBack
Komentarze
Gość: martyna, abma252.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/27 15:16:24
Makro nie strasz :(
niedobór elektrolitów( duży) jest stanem zagrażającym życiu- wiec jako lekarz MUSISZ ratować czyli podawać. A co do terapii wybór należny do chorującej, nie wszystkich się uratuje, nawet jak doskonale zna się konsekwencje, decyzja jest trudna. 2009/09/27 16:39:31
@martyna Nie dajmy się zwariować - doskonale wiem o zagrożeniu życia w związku z hipokaliemia (przecież o tym napisałem). To wręcz jedna z podstawowych prawd medycznych. Mi biega o coś trochę innego - wpis nie miał być czy uzupełniać potas przy poziomie 2,5.
@dziadzia - czy takie bezrefleksyjne podejście już nie jest objawem wypalenia? Swoje robię - przeważnie działając objawowo, ale staram się nad tym jednak zastanowić - może da się zrobić coś więcej. 2009/09/27 19:29:11
ja wiem, że nie o tym jest wpis. Tylko decyzja o podjęciu leczenia należny do chorującego, można działać objawowo, tylko tyle można.
2009/09/27 19:55:39
Nie koniecznie - można wstrzymać się od profilaktyki hipokaliemii przez podawanie potasu. W zamian zaproponować terapię.
Alkoholika nie odtruwać, tylko podać adres najbliższej grupy AA. 2009/09/27 21:22:44
A nie uważasz ze to jest odbieranie możliwości wyboru? podjęcia decyzji? Wg mnie to taki szantaż troszkę albo albo.Nie jestem przekonana czy to ma jakiekolwiek powodzenie na dłuższą metę. Bo w terapii potrzebna jest świadomość wyboru, na zasadzie" wiem co ona ma mi dać" a siłą i szantażem do niczego się nie dojdzie.
2009/09/27 21:34:13
Dlaczego od razu szantaż? Moje pytanie brzmi co jest pomocą? Ułatwianie dalszego chorowania, czy nie? Nie piszę o sytuacjach zagrożenia życia i to stanowczo podkreślam.To chyba najmniej zrozumiany mój wpis - muszę popracować nad przekazem ;)
Nie mam zamiaru nikomu odbierać prawa wyboru. To przecież wybór pacjenta, czy chce się leczyć czy nie. 2009/09/27 22:06:37
Ciekawa dyskusja. Dorzucę swoje 0,03 PLN.
To co napisała Martyna o pozbawianiu możliwości wyboru... Uważam, że leczenie objawowe w przypadkach, o których mowa, jest właśnie pozbawianiem wyboru. Owszem - terapia powinna być podjęta w sposób świadomy, pacjent powinien być zmotywowany. Tylko, że łagodzenie skutków jego choroby, a tak właśnie działa leczenie objawowe, to nic innego jak pozbawienie pacjenta możliwości stawienia czoła konsekwencji jego postępowania. Na przykład przy alkoholizmie tak często mówi się o współuzależnieniu, które polega na tym, że partner(ka) mówiąc krótko kryje dupę delikwenta(delikwentki) tłumacząc jego picie nawałem pracy, przemęczeniem itd. Tłumaczy się za niego(nią) przed dziećmi, rodziną, pracodawcą, policją. I w ten sposób alkoholik na spółkę z żoną/mężem wije sobie wygodne gniazdko. Tkwi w swoim nałogu bo tak mu jest po prostu wygodnie. W sytuacji gdy lekarz bez choćby próby wytłumaczenia pacjentowi, że dopóki będzie pił/przeczyszczał się/ćpał itd., dotąd będzie miał takie a nie inne objawy, to jest to nic innego jak utwierdzanie pacjenta w jego chorobie. Pomagać można na wiele sposobów, pytanie tylko, która pomoc jest bardziej skuteczna - taka, która na chwile w czasie odsunie przysłowiowe dno, czy taka, która postawi chorego w niekomfortowej sytuacji i zmusi do rozważenia swojej sytuacji. Poza tym lekarz nie jest bezmyślną maszynką do wypisywania recept i zaspokajania oczekiwań pacjentów. Wyobraźmy sobie ćpuna, który będąc na głodzie odczuwa w pełni znaczenie zespołu abstynencyjnego, który przychodzi z tym do lekarza, a ten mu wypisuje morfinę. Doktor pomógł? No pomógł, ale to nie o taką pomoc przecież chodzi. Celem lekarza jest (a przynajmniej powinno być) pomaganie chorym, i w sytuacji gdy ta pomoc ogranicza się do łagodzenia stanu pacjentów to jest to nic innego jak forma prostytucji. Nie potępiam lekarzy, którzy ograniczają się do leczenia objawów, natomiast w moich oczach zdecydowanie nie jest to podejście profesjonalne. 2009/09/27 22:30:19
Marko ok :) to ja chyba patrze przez pryzmat własnych doświadczeń ze " zmuszaniem" . Wiem, że na dłuższą metę to nie działa. Nie pozwolisz pacjentowi umrzeć, ale do terapii go nie zmusisz. Mimo że świadomość zagrożeń maja takie osoby, nawet znam takie, które je niwelują jak mogą ( a mogę wiele)i tak trzymają się swojej " prawdy" .
Perfidio masz rację, tylko co innego jest podawać potas ratujący życie, a co innego przepisywać MF.Wiem uzależnienie to uzależnienie mechanizm w zasadzie ten sam, ale jakoś inaczej na to patrze. I jeszcze jedno mało jest rodzin współuzależnionych którzy " kryją " swoich mężów / zony przed kim się da? nie trzeba ich specjalnie szukać. 2009/09/28 13:18:10
Jeżeli pozwolicie to wyrażę swoje zdanie na ten temat, otóż gdy ja byłam w szpitalu stosowano tam taką metodę, o której Makro piszesz. Z mojego punktu widzenia było to bardzo denerwujące i swiadczące o nieczułości lekarzy. Tak uważałam na początku, nikt nad nikim się nie rozczulał, oczywiście i tu podam swój przypadek interesowano się i pomagano, kiedy to było konieczne. Jednak pokazywano mi jasno, że jeżeli nie będę jeść to będę mdleć, będę miała duże spadki cukru itp. Sytuacja: zasłabłam na korytarzu przychodziła pielęgniarka, sprawdzała jaki jest stan, zanoszono mnie na salę, nieraz podawano glukozę i tyle.Jeżeli czułam się słabo ale nie mdlałam reakcji nie było żadnej, nie chciano mi dawać żadnych tableytek przeciwbólowych, zacznij jeść nie wymiotować itp. przestanie Cię boleć głowa , żołądek. Gdy miałam zapalenie języka i dziąseł i poszłam do lekarza usłyszałam tylko tyle, przecież wie Pani od czego to jest (wymioty) i tylko tyle i tak reagowano na te moje mniejsze dolegliwości, których było mnóstwo, a bardzo utrudniały życie. Oczywiście te poważniejsze były leczone, jednak wszystko tłumaczone było objawami choroby i nie rozczulaniem się zbytnim. W pewien sposób to pomaga zmusza do zastanowienia się nad swoim postępowaniem.
|
|
Pomaga. Takie myśli zżerają. Jesteś zawodowcem. Bądź nim.