Blog > Komentarze do wpisu

Narkomańska edukacja

Wspominałem już kiedyś, że na początku swojej pracy zawodowej miałem do sporo do czynienia z heroinistami. Detoksykowałem ich, czyli podawałem monotonny do wyrzygania, w miarę stały zestaw leków. Pod kątem wiedzy medycznej to był mało owocny okres. Za to rozwinąłem się "życiowo".

Wiadomo, że tzw. "herbata" jest diabelnie droga. A narkomani przeważnie uczciwą pracą się nie hańbią. Jednak udawało im się zdobywać środki - z wyliczeń wychodziło mi kilka tysięcy złotych miesięcznie. Niestety wspomniane "zdobywanie" często kończyło się odsiadką. Były jednak jednostki szczególnie "utalentowane", które zdobywały środki, bez wchodzenia w bliskie relacje z Policją.

Dowidziałem się zatem które gadżety i w jaki sposób wynieść z supermarketu. Jak upłynnić fanty. Jak chować narkotyk przy kontroli przez przedstawicieli prawa. Dotarło do mnie, że detoksy są jednym z lepszych miejsc narkomańskiej edukacji, a skuteczność odtruć przeważnie ograniczała się do zmniejszenia zapotrzebowania na herę.

Jak radzić sobie z narkomanią - nie wiem. Ale ta część związana z odtruwaniem ich - nie spodobała mi się. Część terapeutyczna, mimo znikomej skuteczności, jakoś bardziej do mnie przemawia.

Ale przynajmniej zdobyłem teoretyczną wiedzę w bardzo istotnym dla człowieka zagadnieniu: jak zarobić, żeby się nie narobić.

poniedziałek, 09 listopada 2009, makrofag

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/10 14:37:42
Ta wiedza przyda się,

Mi kolega kiedyś uciekł z odwyku, znaleziono go tydzień później. Nieżywego. Skąd on miał pieniądze na to wszystko? Zdziwisz się, legalną pracą.
-
2009/11/10 15:56:56
Dlatego napisałem "przeważnie". Widziałem sporo osób, które pracowały uczciwie na własne narkotyki, co nie zmienia że stanowiły nieznaczną część całości.
-
2009/11/10 20:08:40
Hm,zapewne taką wiedzę można zdobyć w zakladach poprawczych, więzieniach....
Przy okazji Twojego wpisu przypomniala mi się koleżanka z czasów studenckich,
na początku wszyscy uważali, że jest zarozumiała i dlatego niewiele rozmawia z innymi ( w końcu była aktualną miss uniwersytetu), potem było omdlenie, detoks, porażka, kiedyś zobaczyłam jak facet bije ją w toalecie w naszym instytucie, nie chciała pójść z jakimś facetem, wiadomo po co, pobiegłam po ochronę, niestety uciekli, potem powiedziała, żebym nigdy tego nie robiła, bo mnie potną i pokazała rany na brzuchu, potem zniknęła gdzieś, a kiedy wróciła była wrakiem człowieka leżącym często na dworcu, kiedyś zaniosłam jej herbatę, rozpłakała się, to takie smutne...
-
2009/11/11 02:25:10
Mnie się już zdarzyło coś wynieść z marketu... Koszyk mianowicie. Ale zamiast myśleć, jak tu by go upłynnić, porzuciłem zdobycz i zbiegłem z miejsca zbrodni. Spanikowałem. W moim przypadku narkomania odpada - nie przetrwam
-
Gość: von_vreed, host-89-228-142-148.gorzow.mm.pl
2009/11/12 19:53:52
"Owocność", być może, jak widzę, zamanifestowala się cynizmem sfrustrowanej bezradności.Szewc bez butów....
Nie musiałem kupować - wtedy kompotu - bo w tych czasach mak rósł sobie legalnie na polach.Heroina mnie po ok. 10 latach znudziła,wszyscy poumierali, ja jakoś nie mogłem.To dalem spokój.Pamiętam zblazowanych psychiatrów, na odczepnego piszących Relania,Reladormy,Metaqualony, i jak owocnie przyczyniali się do zejsć.