Kategorie: Wszystkie | Internet | Osobiste | Pracowe | Różne | Sci-fi
RSS
czwartek, 05 stycznia 2012

Opieka zdrowotna, a dokładnie Kopytko Arułkowicza (pieczątka z napisem "Refundacja do decyzji NFZ") stały się tematem dnia. Aż chce się powiedzieć: wreszcie! Koniec z pokornym poddawaniem się kolejnym wydumanym pomysłom demokratycznie wybranych hipokrytów, którzy prawdę mówią tylko przypadkiem.

Przez te kilka dni nowego roku słuchając polityków, czytając GW, miałem bardzo ambiwalentne uczucia - dziwną mieszankę podziwu i obrzydzenia. Manipulacje, kłamstwa, przeinaczanie prawdy - wszystko robione z naturalną lekkością.

 Jednym z bardziej stałych punktów Rządu, było twierdzenie, że Ustawa Refundacyjna nie ma na celu oszczędzać na "polskim pacjencie". Stwierdzenie kłamliwe, bo:

  1. http://www.termedia.pl/Pacjent-zaplaci-wiecej-a-zaoszczedzi-NFZ-najnowszy-raport-IMS-Health,5419.html
  2. Lekarze będą bać się wypisywać droższe, nowocześniejsze leki, bo w razie nieuchronnej kontroli i równie nieuchronnej kary zapłacą stosownie mniej. A bać się będą, bo   http://piekielni.pl/21976 

Po 23.00 usłyszałem na TVN24, że lekarzom udało się  porozumieć z Ministerstwem Zdrowia i NFZ. Nie wiem dlaczego, a może po prostu jeszcze nie wiem, czuję potrzebę podzielić się starym dowcipem:

Piękny lipcowy dzień. Las, w lesie cisza. Słychać ćwierkanie ptaszków, gdzieniegdzie przebiegnie zajączek, sarenka, w tle słychać leniwe stukanie dzięcioła. 

Wtem z głębi lasu wyłania się potężna chmura kurzu. Widać że jakiś tabun przebiega rozpędzony przez las. Zające uciekają do swych nor. Zwierzęta w popłochu czmychają na boki. Tabun biegnie z wielką prędkością przetaczając się przez las, nic nie widać, pył i kurz wszystko zasłania.

Aż wreszcie tabun dobiega do leśnej polanki. Zatrzymuje się tam. Kurz powoli opada. I nagle okazuje się że cała polanka jest usłana... jeżami. Cała polanka grafitowa. Wszystkie sapią i ciężko oddychają, są zmęczone.

Jeden z jeży, który prowadził tabun lekko się uśmiecha, ale cały czas próbuje złapać oddech. Oddycha, oddycha, myśli, i wreszcie w zachwycie woła:
- No kurwa... jak mustangi!

 

 

00:11, makrofag
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 grudnia 2011

Zanim odezwą się głosy sugerujące, że traktuję instrumentalnie Szkodnika, umieszczę zdjęcie warte tysiąca słów:

 

Tym właśnie zajmowałem się dzisiaj po powrocie z pracy. Relaks bezcenny. 

piątek, 02 grudnia 2011

Coraz powszechniej się mówi, że świat to globalna wioska. Idee roznoszą się szybciej niż dżuma w Średniowieczu - np. za pomocą internetu, samolotów. Niestety pomysły przepojone szlachetnymi wizjami niezbyt często opuszczają granice poszczególnych miast, czy krajów. Natomiast pomysły pokrak moralnych potrafią urosnąć, swobodnie skakać pomiędzy poszczególnymi krajami, a może nawet kontynentami (całe szczęście globalna wioska nie obejmuje naszej galaktyki).

W dniu 29.11.2011 rząd Słowacji ogłosił stan wyjątkowy, który obejmuje 15 jednostek opieki zdrowotnej. Powodem jest fakt złożenia wypowiedzeń przez 2 tysiące lekarzy  z powodu niezadowalających pensji oraz warunków pracy. Jak nic - przypomina to Dornowe Kamasze, których polskim lekarzom cudownie oszczędzono.

Stan wyjątkowy zmusza wspomnianych "niby" bezrobotnych lekarzy do świadczenia swoich usług na podstawie rozkazu, a wiemy jakie są konsekwencje nie wypełnienia rozkazu podczas stanu wyjątkowego, nawet w skali mikro. Z punktu widzenia prostego i nieobytego z prawniczym slangiem człowieka, zmuszanie człowieka do pracy wbrew jego woli nazywa się niewolnictwem

Interesujące jest to, że media dość obojętnie podeszły do stosowania przemocy wobec grupy zawodowej - niewolnictwa w majestacie prawa. Automatycznie pojawiły się u mnie pewne pomysły tłumaczące taką obojętność. Pójście tym tokiem myślenia wywołuje jednak zbyt dużo niepokoju. Wywołanie sympatii do lekarzy jest pewnym grupom nie na rękę. Wszak czeka nas wielka batalia (ustawa refundacyjna?).

 

00:02, makrofag
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 sierpnia 2011

Wybory parlamentarne tuż, tuż. Nie powiem, że jestem jednostką, która żyje polityką. Mój stosunek do niej byłby wyjątkowo seksualny, gdyby nie fakt że ma wpływ na moją pracę, zawartość portfela, a nawet to co robię w czterech ścianach swojego mieszkania.

 

Po przeanalizowaniu swojego żywotu podczas rządów PO ze szczególnym uwzględnieniem łaskawie nam panującej minister Kopacz - nie za dużo dobrego mogę napisać.

No dobra, subiektywny przegląd plusów i minusów:

Na tak:

1. Podskoczyły pensje (chociaż nie z sympatii, a z konieczności zostały zrównane z zarobkami glazurników);

2. Kopacz nie dała się wkręcić w durne szczepionki (tutaj prawdziwy szacunek za nie poddanie się medialnej gorączce)

 

Na nie:

1. Propaganda, ale w bardzo prymitywnym wydaniu ("prawdziwe" informacje o dochodach lekarzy, widowiskowe kary na urzędników z NFZ, itd.);

2. Realne utrudnienie dostępu do leczenia;

3.  Zastraszanie lekarzy przez NFZ - nie ma mowy, żebym uwierzył w brak inspiracji ze strony Ministerstwa Zdrowia;

4. Chaos - przepisy zmieniają się w sposób niemożliwy do ogarnięcia. Od pewnego czasu już wiem, że raczej nie uda mi się być na bieżąco.

 

Lista minusów jest za długa, co teoretycznie powinno zakończyć stawianie jakichkolwiek znaczków przy PO.  Powinno, ale pewnie nie zakończy. 

 

Niestety alternatywa jest jeszcze gorsza - ta która groziła mi kamaszami, wyprowadzaniem z gabinetu przez antyterrorystów. Czyli PO dostanie głos, bo zagłosuję przeciw większemu złu.

 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Myślę o sobie jako o dojrzałym, realistycznie patrzącym na otaczający świat człowieku. Co dziwniejsze, podobnie myślałem o sobie będąc nastolatkiem. Nie przeszkadzało mi  czarno - białe postrzeganie rzeczywistości, błyskawiczne ocenianie, płynne rozstrzyganie dylematów. Ach, cóż to były za rozkosznie naiwno - niewinne czasy.

Z tego właśnie powodu miałem trudność w przebrnięciu przez  "Chłopów" Reymonta. Doskonale napisane, ale świat był tak brutalny, wręcz okrutny - wydał mi się, dziecku dorastającemu w szklarnianych warunkach, bardziej nieprawdziwy niż na przykład "Wiedźmin" Sapkowskiego. Traktowanie nieproduktywnych członków społeczności wsi wydawało mi się nieludzkie, tak mało prawdopodobne.

Jednak wiele lat później często wraca do mnie ten obraz. Już nie jako chora wizja chorego świata, a jako rzeczywistość przykryta tanią imitacją troski, humanitaryzmu.

Widzę starych, otępiałych ludzi oddanych na przechowanie do szpitala, zagubionych, porzuconych na całe tygodnie. Zniewolonych pobytem w Domu Pomocy Społecznej, bo nie ma nikogo kto może lub chce się nimi zająć.

Zmieniła się sceneria. Zmieniła się ocena. Już nie widzę tak czarno-biało. Czasami rozumiem, czasami potępiam. Jednak już nie jest to tak proste.

 

 

 

00:56, makrofag , Pracowe
Link Komentarze (1) »
środa, 10 sierpnia 2011

Na starcie wyjaśniam, że bynajmniej nie chodzi mi o mdławą sagę o kochliwych wampirach (staram się być na bieżąco, aby rozumieć co do mnie nastolatki mówią). Raczej o stan zadziwiającej pustki intelektualnej wywołanej przez nijakie "bla bla" rodzimego internetu oraz ekspozycję na oglądaną  przez Lepszą Połowę telewizję. 

Dziwny to okres, gdy nawet polityczne przepychanki robią się tak wtórne, że nie chce się wczytywać kto odpowiada za Smoleńsk, PKB, cenę franka szwajcarskiego. Paradoksalnie, jedyną stymulującą iskierką, jest śmierć Leppera. 

Z drugiej strony wydaje mi się znać ciąg dalszy tej historii: komisja śledcza,  snucie teorii o udziale KGB, CIA,  obrzucanie się fekaliami. 

Można poczuć się bezpiecznie, bo mało co może już zaskoczyć. Czyżby mylił się filozof mówiąc "panta rhei"?  

 

czwartek, 14 lipca 2011

Systematyczne pisanie bloga jest nie lada wyzwaniem. A to czasu, a to chęci brak - dzisiaj piszę nie mając chęci, za to posiadając bezcenny czas. Wszak to czas wakacji, więc nawet niedoszli psychiatrzy biorą sobie urlopy.

W ramach nadrabiania zaległości w spędzaniu czasu ze Szkodnikiem zabrałem go do kina. Na super duper film 3D. Jak przystało zakupiliśmy sobie po napoju ze słomką w wielkim kubku i jeszcze większy pojemnik z popcornem.

Niestety tak pięknie zapowiadający się męski wieczór okazał się porażką. W pierwszej kolejności poszły reklamy - 40 minut. Potem jak przyszło do założenia bezcennych okularów okazało się, że istnieje jeden uniwersalny rozmiar. Znaczy, miał być uniwersalny - bo mi się trzymały, ale 6-cio letniemu Szkodnikowi spadały z nosa.

W efekcie wyszliśmy w połowie filmu - bo 1,5 godziny przed zamazanym dla niego ekranem (w tym 40 minut reklam) zrobiły swoje. Kategorycznie domagał się opuszczenia super duper kompleksu wypasionych sal kinowych. I miał rację.

A tych 50 zł (+ kinowe dodatki żywieniowe)  po prostu szkoda. Moje Potomstwo ma z wyprawy taką naukę, że: " Kino kinem, ale własne DVD najlepsze". 

niedziela, 01 maja 2011

No właśnie, wspomniane granice chyba nie istnieją. Co robi człowiek, który nie może się skontaktować w niedzielę ze swoim lekarzem prowadzącym?

Rozwiązanie jest proste - odpala komputer, uruchamia przeglądarkę i szuka lekarzy, których numery telefonu da się znaleźć w internecie. Potem wystarczy numer "wykręcić" i liczyć, że któryś wzięty z zaskoczenia udzieli darmowej niedzielnej porady.

Tak było za pierwszym razem. Za drugim razem stanowczo odmówiłem porady. Za kolejnym odmówiłem, przy okazji spokojnie dodając co na ten temat myślę.

Nie da się takim ludziom odmówić pomysłowości - mi chyba kreatywności by na to nie starczyło. 

Nie planowałem dzisiaj nic pisać, ale kolejna nowatorska forma szukania porad wytrąciła mnie z typowego niedzielnego letargu. 

18:08, makrofag , Różne
Link Komentarze (7) »
sobota, 30 kwietnia 2011

Prawo w Polsce ponoć mamy świetne, oczywiście na poziomie druku. Gdy rok temu narodziła się nowelizacja ustawy antynikotynowej, poczułem się delikatnie rozbawiony. Ale co tam, pomyślałem sobie, zobaczymy jak będzie to wyglądało w praktyce.

Ze szpitali psychiatrycznych zniknęły palarnie. Wszak przepisy mówią, że w jednostce opieki zdrowotnej nie pali się nikotyny. W ich miejsce pojawiły się ładne wywieszki informujące o zakazie palenia. Nikt nie ma oczywiście prawa do zabierania pacjentom ich własności, czyli papierosów, czy zapalniczek.

Co z tego, że pewnie z 80% pacjentów jest palaczami, często o wieloletnim stażu. Czy istotne jest, że pobyty w szpitalu psychiatrycznym trwają zdecydowanie dłużej niż na innych oddziałach? Czy ktoś pomyślał, że taki pacjent często nie może opuszczać oddziału przez kilka tygodni lub miesięcy? No i warto wspomnieć, że pewna część przebywa w szpitalu bez zgody - oprócz przymusowego leczenia z powodu choroby psychicznej, ma ich w teorii dotknąć również przymusowe leczenie antynikotynowe.

A jak w praktyce wygląda to po roku obowiązywania ustawy? Myślę, że w szpitalach psychiatrycznych pacjenci palą tak samo jak palili. Tyle, że nie robią tego w palarni. Palą w salach chorych, w toaletach, na korytarzach - zmuszając do biernego palenia niepalących pacjentów i personel. Chyba żadna niepaląca osoba przebywająca w szpitalu nie czuje wdzięczności do sejmu za ustalenie tak przemyślanej i egzekwowalnej ustawy.

Odkąd pracuję nie widziałem patrolujących oddziały policjantów i strażników miejskich - poza tym wątpię, aby stwierdzili, że warto wchodzić w kwestię niepalenia w szpitalu z człowiekiem w ostrej psychozie. Łatwiej złapać małolata z papierosem na przystanku, a i po pysku się nie dostanie.

22:00, makrofag , Pracowe
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 kwietnia 2011

Przepraszam z góry za hermetyczność dzisiejszej notki.

Korzystając z błogosławionej chwili Świętego Spokoju, gdy Szkodnik zajął się konsumpcją podwieczorku, przysiadłam przy komputerze i otworzyłam stronę główną Gazety. Z precyzją godną Sokolego Oka Szkodnik wycelował palec w monitor i ryknął:

- Mamusia!!! To straszne siajlony!


Obrazek poglądowy:


Wesołych Świąt dla wszystkich, którzy je obchodzą i miłego weekendu, dla wszystkich, którzy nie obchodzą :-)

17:27, lepsza.polowa , Osobiste
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12